Coraz częstsze, udane ukraińskie ataki na rosyjski sektor paliwowy mogą wywołać w Rosji pełnoskalowy kryzys energetyczny i skłonić ją do podjęcia negocjacji pokojowych – twierdzą eksperci, cytowani przez światowe media.
Ukraińskie ataki
Ukraina konsekwentnie zwiększa presję na rosyjski sektor ropy i gazu. Z dnia na dzień przybywa ataków wymierzonych w rosyjskie rafinerie, składy paliw oraz infrastrukturę przesyłową. Tylko w tym roku wojsku ukraińskiemu udało się zniszczyć lub uszkodzić 38 takich obiektów. Ostatni atak z 27 czerwca poważnie uszkodził rafinerię w Sławiańsku. Tego rodzaju uderzeń jest coraz więcej. 15 razy. Kijowska „Prawda” tryumfuje: „Garstka tanich ukraińskich dronów niszczy rosyjskie rafinerie warte miliardy”.
Cele
Jak informuje „Financial Times”, cele kampanii nie są tajemnicą: Zełenski wielokrotnie nazywał te ataki „sankcjami dalekosiężnymi”. Służą one dwóm celom. Po pierwsze, zmniejszeniu dochodów Kremla z ropy naftowej – głównego źródła finansowania wojny, a po drugie wywołaniu wewnętrznych problemów gospodarczych w Rosji, by w ten sposób zmusić Moskwę do podpisania „zawieszenia broni” w sektorze energetycznym, szczególnie w zimie.
Skutki
„Wall Street Journal” wskazuje, że Rosja zmaga się z najpoważniejszym kryzysem paliwowym w swojej historii, a kryzys może się jeszcze pogłębić, choć do kompletnego załamania się rosyjskiej gospodarki jeszcze daleko. Ale konsekwencje stają się coraz bardziej widoczne. Kierowcy muszą stać w kilometrowych kolejkach do stacji benzynowych. Niedobory benzyny objęły prawie jedną trzecią kraju, dotykając 25 regionów, w tym Moskwę i Sankt Petersburg. Niektóre stacje benzynowe wprowadziły limit zaledwie 20 litrów na klienta.
W obliczu przestojów w produkcji Kreml został zmuszony do reakcji: ograniczono eksport paliw oraz wprowadzono limity sprzedaży benzyny i oleju napędowego. Zakazano eksportu benzyny i paliwa lotniczego. Moskwa rozważa wprowadzenie embarga na eksport oleju napędowego, który i tak podlega limitom eksportowym. W maju przerób rafinerii spadł do najniższego poziomu od 16 lat. W rezultacie Moskwa została zmuszona do eksportowania większej ilości ropy naftowej zamiast przetwarzać ją u siebie. Co więcej, cena benzyny od początku tego roku wzrosła o jedną trzecią, a oleju napędowego aż o 43%. Sytuacja jest szczególnie trudna na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy.
W zachodniej prasie coraz częściej pojawiają się spekulacje, że coraz trudniejsze warunki życia w Rosji, między innymi z powodu kryzysu energetycznego, mogą zmusić Kreml do rozmów pokojowych, a nawet, choć to mało prawdopodobne, wywołać protesty społeczne.
Family News Service / Piotr Kowalczuk