Prestiżowa kijowska „European Pravda”, wychodząca w mutacji angielskiej, zamieściła obszerny wywiad z cenionym komentatorem Antonem Filippovem na temat kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich.
Ukraina się usamodzielniła
Filippov wskazuje, że Europa Wschodnia wkracza w nową fazę, w której dawne role państw przestały funkcjonować, a nowe dopiero się ukształtowały. Przypomina, że przed 2022 r. Polska była bramą Ukrainy na Zachód i jej głównym orędownikiem w Unii Europejskiej i NATO. Jednak z biegiem czasu Ukraina zdobyła sobie bezpośrednie prawo wstępu na światowe salony polityczne. Polska przestała być pośrednikiem. Co więcej, Ukraina nie jest już krajem, który prosi jedynie o pomoc.
Ukraina uwierzyła w siebie
Poza tym niejako dzięki wojnie Ukraina stała się znaczącą potęgą militarną. Posiada największe w Europie doświadczenie bojowe, rozwinęła własny przemysł dronów i z powodzeniem przeprowadzała ataki na rosyjskie obiekty przemysłowe. Prezydent Wołodymyr Zełenski był nawet w stanie postawić ultimatum Aleksandrowi Łukaszence i osiągać swoje cele. W ten sposób powstała nowa ukraińska mentalność: Ukraina uwierzyła w siebie. Ukraińcy coraz częściej mówią Polakom: „Walczymy, giniemy, powstrzymujemy Rosję, a wy nie możecie nam mówić, jak budować własny panteon narodowy”.
Wina po stronie polskiej
Filippov ocenia, że ten „naturalny wyraz suwerenności”, jest często postrzegany w Polsce jako obraza. Według autora, to właśnie tu leży prawdziwe źródło obecnego kryzysu, a Polska ponosi również odpowiedzialność za ostatnie pogorszenie stosunków dwustronnych, bo prezydent Polski, z przyczyn polityki wewnętrznej, zaostrzył napięcia z Ukrainą, odbierając prezydentowi Zełenskiemu Order Orła Białego.
To konflikt o status w Europie i świecie
Jednocześnie autor wskazuje, że Ukraina ryzykuje wpadnięcie w pułapkę, jeśli wybierze drogę marginalizującą Polskę, ponieważ geografia nadal działa na jej korzyść: pozostaje głównym korytarzem na Zachód, jest kluczowym krajem na wschodniej flance NATO i nadal będzie obsługiwać znaczną część ukraińskiej logistyki i handel. Zwrócił również uwagę, że Ukraina może już nie potrzebować Polski jako starszego brata, Ale nadal potrzebuje Polski, aby pozostać wiarygodnym partnerem. Z kolei Polska nie może uciec od rzeczywistości i zapomnieć, że jej własne bezpieczeństwo zależy w znacznym stopniu od ukraińskiej armii. „Ukraina pozostaje słabsza gospodarczo, bardziej skorumpowana, biedniejsza i zależna od zagranicznej pomocy finansowej – pisze autor. – Ale jest już dojrzała militarnie i psychologicznie, to doprowadziło to do polsko-ukraińskiego konfliktu. Moim zdaniem to również konflikt o status”.
Nie mylić emocji ze strategią
Największą ironią, konkluduje autor, jest to, że Polska i Ukraina kłócą się właśnie w momencie, gdy ich wzajemna zależność osiągnęła najwyższy poziom. „Historia Europy Wschodniej – przestrzega Filippov – wielokrotnie karała tych, którzy mylą emocje ze strategią. Dziś Polska i Ukraina niebezpiecznie zbliżają się do popełnienia właśnie tego błędu”.
fot. Dusan_Cvetanovic, pixabay.com
Family News Service / Piotr Kowalczuk
czytaj również: Karetka pogotowia dla Czerkas w darze od mieszkańców Malmesbury